Czy stałeś się ofiarą zdrowego odżywiania?

healthy food victim

Cześć wam! Lubicie przyjemności? Proste, ze tak i tak trzymać! Ponieważ tylko jeśli coś sprawia Ci przyjemność to będzie Ci to służyć. Aczkolwiek, to tylko jedna strona medalu…

Jestem wielkim smakoszem a odżywiam się generalnie „zdrowo” odkąd zaczęłam się interesować zdrowym odżywianiem w wieku mniej więcej 14 lat. W ostatnich latach eksperymentowałam trochę z trendami żywieniowymi. Wiesz, te całe superfoody, raw itd. Nigdy nie byłam wegetarianką, ale się o takową mocno otarłam. Byłam przez wiele lat czymś albo kimś zaliczjącym się ponoć do grupy pescowegetarian. Mówiąc po polsku, jadłam ryby. I nie, nie tylko ryby i owoce morza, choć ilekroć je spożywałam robiłam to z wielką przyjemnością. Powodów „rzucenia” mięsem tzn. mięsa było kilka. Mimo, iż wychowałam się w tradycyjnej polskiej rodzinie, czyli tej jedzącej mięso, to przez wiele lat nie czułam poprostu potrzeby ani specjalnej ochoty na spożywanie produktów mięsnych. Jako nastolatka papugowałam po starszej siostrze, która również miała okresy nie jedzenia mięsa. Innym razem wzięłam udział w zbiorowej akcji obrzydzającej na jakimś szkolnym wyjeździe, na którym to trzy dni z rzędu podano mięso, które mało kto miał ochotę zjeść – od całego zwierzaka po mielone dnia ostatniego… I przez wiele lat wszystko było fantastycznie. Około pięć lat temu w Berlinie zaczęłam doświadczać jakichś dziwnych i męczących sensacji trawiennych. Dwa lata później padła diagnoza – nietolerancja fruktozy. Kolejny rok później zaczęłąm snić na jawie o średnio wysmażonych stekach i chilli con carne na obiad… Bardzo dziwna historia mogło by się wydawać, zwłaszcza, że w przeszłości jadałam najchętniej mięso drobiowe.

Zeszłoroczne badanie krwi u lekarza rodzinnego wykazało niedobór żelaza. Kazano mi nie brać suplementów tylko jeść to na co mam ochotę, w tym mięso, i przeczekać. Zaznaczam, że nie nabawiłam się braku żelaza poprzez niejedzenie mięsa, ale ta nagła ochota na mięso czerwone wyjaśnia sygnały jakie dawało mi moje ciało. Zdrówko pokąplikowało się niestety jeszcze bardziej i mój organizm zrobił wielki strajk, który akurat zbiegł się w czasie z wielkim i długim strajkiem niemieckiej poczty. Lekka anemia, bardzo intensywny trening sportowy po długiej przerwie jaki i stresy dnia codziennego, które kumulowały sie przez dłuższy już czas, totalnie wytrąciły mnie z równowagi. Resultatem były brak siły na cokolwiek, duża potrzeba snu i co najgorsze zaburzenia widzenia i uczucie totalnego zagubienia w dużych tłocznych miejscach np. supermarket. Niezły schiz. Oczywiście zaliczyłam kilku lakarzy, którzy oprócz kwestii żelaza nie dopatrzyli się niczego. Postanowiłam zapytać wujka Google i dość szybko odnalazłam wszystkie moje symptomy w diagnozie zaburzeń definiowanych przez tzw. Tradycyjną Medycynę Chińską (TCM). Po czym udałam się do pewnej berlińskiej lekarki TCM, która podczas dokładnego wywiadu ze mną dała mi tę samą diagnozę. W tym momencie postanowiłam się zdać na nią, czego absolutnie nieżałuję. Dzięki tej mądrej kobiecie, sesjom akupunktury, chińskim mieszankom ziołowym, jak i radom dotyczącym odżywiania, stanęłam na prostą. Oczywiście, to był nasz wspólny wysiłek, ponieważ czynnie stosowałąm się do jej rad i poprostu dałam sobie czas na wylizanie się z tego.

Jaki z tego morał? Kilka podstawowych zasad, do których nawet ja anarchistka się stosuję:

1. Słuchaj sygnałów własnego ciała i respektuj je. Niektórym przychodzi to naturalnie, inni będą musieli poświęcić więcej czasu na trening samoobserwacji. Medytacja, qi gong, tai chi czy joga to pomocne narzędzia na drodze do samopoznania, jak i samoleczenia.

Tzw. jeden rozmiar pasuje wszystkim to nonsens!

2. Nie podążaj ślepo za trendami dot. zdrowego stylu życia ani żadnymi filozofiami. Każdy człowiek jest inny. Począwszy od naszych genów, grupy krwi, wychowania, historii zdrowotnej, stylu życia, a nawet klimatu w jakim żyjemy. To wszystko ma wpływ na nasze preferencje żywieniowe jak i na to co nam służy a co nie. Słyszałam o pięcioosobowej rodzinie Europejczyków mieszkającej na Kostaryce, która od kilku lat jada wyłącznie wegańskie surowe posiłki i ponoć wyleczyli tym jedno dziecko z alergii i z astmy i świetnie im się wiedzie. Moja przyjaciółka, wegetarianka od ponad 15 lat, mimo ciąży, ma świetne wyniki krwi, w tym żelaza, na którego niedobór wiele ciężarnych zapada. Inna koleżanka, prawdziwa zwolenniczka mięsa, która niedawno urodziła, miała podczas ciąży znaczne niedobory żelaza. Jeszcze inna znajoma, tym razem nie w ciąży, obecnie choruje na anemię choć niegdy nie była na bezmięsnej diecie. Podkreślam, że to nie spożywanie mięsa ma tutaj znaczenie, raczej to czy twoje ciało przyswaja wszystkie niezbędne mu składniki odżywcze z pożywienia jakim je traktujesz. I ja wiem, że spożywałam wystarczająco dużo żelaza w produktach roślinnych, które niestety nie zostało przez mój organizm w dostatecznej ilości przyjęte. Przed udziałem w półmaratonie w 2014 roku, jeden lekarz poinformował mnie coprawda, że sportowcy częstwo cierpią na niedobór żelaza, a zwłaszcza ci na diecie wegetariańskiej, ale to pamiętam dopiero teraz. Reasumując, bycie weganinem nie musi wyjść na zdrowie każdemu, a już na pewno nie osobie cierpiącej na dysbiozę, czyli takiej której flora bakteryjna została mocno zaburzona. Znam również kilkoro wegan, którzy twierdzą, że odkąd porzucili mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego czują się lepiej i są zdrowsi. Ja staram się już poprostu nie stosować etykietek.

3. Jedz, na co masz ochotę i czuj się dobrze po posiłku. Dokształcaj się na temat zdrowej żywności a następnie wybraj możliwie świeże, regionalne i pożywne produkty, które lubisz jeść. Cieszenie się smakiem jest równie ważne jak Twoje samopoczucie po posiłku. Jeśli czujesz się zmęczony, ociężały, masz biegunkę lub nadęty brzuch możesz być pewien, że tego typu żywność Ci nie służy. Może być dobra dla mnie, ale nie jest dobra dla Ciebie na tym etapie Twojego życia. Polecam Wam gorąco tę fantastyczną książkę o żywieniu według mądrości TCM Barbary Temelie „Gotowanie według pięciu przemian„. Po niemiecku „Ernährung nach den Fünf Elementen” oraz po angielsku „The Five Elements Wellness Plan: A Chinese System for Perfect Health„. Książka Barbary Temelie, polecona mi przez moją lekarkę TCM, bardzo pomogła mi zrozumieć moje problemy zdrowotne, zarówno ich zalążek wiele lat temu, jak i to zaistniałe przed trzema miesiącami zdarzenie. Zaczęłam dokonywać właściwych wyborów i widzieć efekty, co mnie bardzo cieszy. Wierzę, że Tradycyjna Medycyna Chińska naprawdę nie różni się znacznie od tego, jak nasze prababki żyły tutaj, na zachodzie. Najważniejsze jest to, że to, co jesz, jest odpowiednio trawione i faktycznie zasila Twoje ciało i umysł (posiłek) zamiast pogonić Cię do toalety.

4. Stroń od słodyczy, fast foodów, wysoko przetworzonej, głęboko smażonej lub nawet przypalonej (np. na grillu) żywności, a także jednostronnego sposób odżywiania. Moja owsiankowe uzależnienie nauczyło mnie dużo o mnie i obecnie moje śnidania są bardziej zróżnicowane. Czasami wystarczy nauczyć się kilku małych sztuczek aby sprawić by żywność była lepiej przyswajalna.

5. Jedz w spokoju. Ucz się jak radzić sobie ze stresem. Oczywiście bierz pod uwagę nietolerancje czy też alergie pokarmowe, jeśli takie posiadasz. Wiedz jednak, że coraz więcej badań, jak i moje własne doświadczenia, pokazują, że nietolerancja pokarmowa bierze swój początek w tym jak radzimy a raczej jak radzimy sobie ze stresem i obciążeniem emocjonalnym a także w zakłóceniach flory bakteryjnej jelit. Stres to obok zatruć pokarmowych i antybiotyków wróg numer jeden flory bakteryjne.

Smacznego i na zdrowie!
x

Zdjęcie: Jean Scheijen / sxc.hu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *